Drinvest.pl – „Myślę, więc jestem” – filozoficzna podróż ku źródłom świadomości

„Myślę, więc jestem” – filozoficzna podróż ku źródłom świadomości

tłumaczyć

„Cogito, ergo sum” – te słowa Kartezjusza stały się jednym z najważniejszych punktów odniesienia w historii filozofii. Proste zdanie, a zarazem potężne w swej wymowie: akt myślenia potwierdza istnienie. Ale dlaczego tak jest? Co sprawia, że świadomość własnych myśli staje się dowodem na byt? I czy rzeczywiście możemy ufać tej pewności?

Myślenie jako fundament istnienia

Kartezjusz, poszukując niepodważalnej podstawy wiedzy, doszedł do wniosku, że nawet jeśli wszystkie zmysły nas zwodzą, a świat jest iluzją, to sam fakt wątpienia w tę iluzję dowodzi, że coś musi istnieć. Wątpienie jest formą myślenia, a myśl wymaga myślącego podmiotu. W ten sposób świadomość staje się jedynym pewnym gruntem w morzu sceptycyzmu.

Ale czy „jestem” wynika wyłącznie z „myślę”? Współczesna filozofia umysłu podważa prostotę tego rozumowania. Daniel Dennett czy Thomas Nagel wskazują, że samoświadomość to coś więcej niż tylko rejestracja myśli – to złożony proces neuronalny, którego natura wciąż pozostaje tajemnicą. Czy zatem Kartezjańskie „ja” to tylko iluzja generowana przez mózg?

Czy myślenie definiuje byt?

Gdybyśmy przyjęli, że istnienie zależy od świadomości, to czy oznaczałoby to, że niemowlęta, osoby w śpiączce lub zwierzęta pozbawione samoświadomości „nie istnieją” w pełnym sensie? Martin Heidegger krytykował Kartezjusza za zawężenie bytu do czystej racjonalności. Dla niego „bycie” to przede wszystkim bycie-w-świecie, a nie tylko intelektualna refleksja.

Z drugiej strony, buddyzm podchodzi do tego zagadnienia jeszcze radykalniej, twierdząc, że „ja” jako stały byt to złudzenie. Myśli przychodzą i odchodzą, ale nie ma za nimi trwałego „myśliciela”. Czy zatem Kartezjusz mylił się, utożsamiając myślenie z istnieniem?

Cogito a współczesna nauka

Dziś neurobiologia pokazuje, że myślenie to proces emergentny, wynikający z miliardów połączeń synaptycznych. Gdybyśmy stworzyli sztuczną inteligencję zdolną do autorefleksji, czy jej „cogito” miałoby tę samą wartość co nasze? John Searle argumentował, że samo symulowanie świadomości nie równa się jej posiadaniu. Ale skoro nasze myśli też są efektem fizycznych procesów, gdzie leży różnica?

Być może sedno nie tkwi w samym akcie myślenia, ale w doświadczaniu go. Thomas Nagel pytał: „Jak to jest być nietoperzem?” – podkreślając, że subiektywność świadomości (qualia) jest kluczowa. Kartezjuszowska pewność dotyczy właśnie tego pierwotnego „odczuwania siebie”, a nie abstrakcyjnego rozumowania.

Podsumowanie: Myślę, więc… co dokładnie?

„Cogito” pozostaje potężnym narzędziem filozoficznym, ale jego interpretacja ewoluuje. Być może nie tyle „myślę, więc jestem”, ile „doświadczam, więc jestem”. Albo – jak sugerował Sartre – „jestem, więc myślę”, bo istnienie poprzedza esencję.

Ostatecznie, Kartezjańska maksyma nie tyle rozwiązuje zagadkę bytu, co otwiera drzwi do dalszych pytań: Czym jest świadomość? Czy można istnieć bez myślenia? I dlaczego w ogóle coś jest? Na te pytania wciąż szukamy odpowiedzi – a sam fakt, że je zadajemy, potwierdza tylko, że myślenie wciąż stanowi sedno naszego istnienia. Myślę, więc jestem – zapraszamy!